Jestem w fazie żałoby

 

Pewnie Ty masz tą fazę już za sobą.

Nigdy nie spodziewałam się, że będę w tym miejscu. Ty pewnie też nie.

Być może byłaś już w moim miejscu? Pamiętasz ten czas? Swoje początki?

Poród i przyjście dziecka na świat. Pewnie jak temu wydarzeniu towarzyszył strach o zdrowie Twoje lub dziecka to lęk był po stokroć większy.

Kiedy dowiedziałaś się, że Twoje dziecko nie rozwija się jak typowy noworodek, niemowlak, dziecko? Jeśli na początku i była to Twoja pierwsza ciąża kłaniam Ci się w pas, bo pamiętam swoje początki. Ale każda ciąża i pojawienie się w domu dziecka to moment bardzo wymagający dla wszystkich.

Przez ostatnie ponad 2 lata pracowałam w większości z rodzicami dzieci zdrowych. Z rodzicami niemowlaków lub dzieci troszkę starszych (do 3 roku życia). Widziałam jak dla każdej z nas początki rodzicielstwa są trudne, wymagające i niezrozumiałe. Niosą ze sobą duży bagaż napięcia. Czasami tak duży, że stajemy „zamrożeni w stresie” (do nie dawna nawet nie wiedziałam, że taki stan fizyczny istnieje).

Doświadczam go właśnie.

A Ty gdzie teraz jesteś?

Uporałaś się z żałobą?

Znalazłaś swój sposób na stres?

Na ten nadmiar napięcia, który paraliżuje ciało i spina, każdy mięsień. Co z nim robisz?

To napięcie powoduje, że zamiast odczuwać poszczególne części swojego ciała czuję totalny brak sił. Mam stwardniałe przedramiona, ramiona, łydki, pośladki, kark, kręgosłup. Nawet po przebiegnięciu 42 km  nie bolały mnie tak najmniejsze struktury mojego ciała.

Ja wiem, co mi pozwala się pozbyć tego napięcia. Potrzebuję tylko wykonać kilka prostych oddechów i wrócić do tego, co już wcześniej ze mną było. Ale to wszystko jest dla mnie procesem. Bardzo powolnym.

Czas żałoby – z nim się trzeba skonfrontować

Ja z wizją tego, że nie ma i nigdy już nie będzie ze mną Teodorka.

Nie zobaczę jak chodzi ani jak sam zjeżdża ze zjeżdżalni. Nie zobaczę go na przedstawieniu w przedszkolu. Nie powie mi wierszyka i nie zaśpiewa piosenki. Nie zje ze mną śniadania. Nie rozbawi mnie swoim uroczym uśmiechem. Nie będę mogła go przytulić i ukołysać do snu. Nie wyjadę na wakacje i nie spędzimy już razem wspólnie świąt. Nie ubiorę go w dresy, które czekają w szafie ani nie pójdziemy na spacer. Nie wesprę go w nauce samodzielnego ubierania czy mycia a towarzyszenie i wspieranie w tych chwilach przynosi mi największą radość.

Nie będziemy zwiedzać rabat i wąchać kwiatków ani też nie posiedzimy razem na kocyku. Nie poczytam mu książeczki przed snem jak będzie miał 3 latka. Nie zrobimy razem kotletów z buraka i nie zobaczę jak wymaże sobie nimi całą twarz. Nie pomoże mi ubierać choinki ani obierać jajek święconych przy stole wielkanocnym.  Nie zaniesie koszyczka. Nie przytuli się do mnie i nie poczuję jego ciepłego ciałka ani bijącego serduszka. Nie wyjdzie ze mną po siostrę na spacer i w drodze powrotnej nie będzie głośno dopominał się o wyjęcie z wózeczka na ręce. Nie zobaczę też jak idzie do przedszkola, szkoły ani nie wesprę go w wyborze swojej ścieżki życiowej, kiedy będzie już dużo dużo starszy…

Ta lista mogłaby nie mieć końca.

A Ty?

Z czym się mierzyłaś w swoim czasie żałoby?

Z wizją tego, że nie masz „normalnego dziecka”? Normalnego, czyli zdrowego, sprawnego, prawidłowo rozwijającego się? Czy z tym, że Twoje dziecko będzie uczyło się wolniej? Że pójdzie do innej szkoły? Że dzieci na ulicy będą mu się bardziej przyglądały a może nawet drwiły z niego? Z łatką mniej kompetentnej mamy? Z dezorientacją i brakiem pomysłu na zajęcie się swoim dzieckiem? Z myślami że nie wiesz jak to w ogóle możliwe, że Twoje dziecko urodziło się właśnie takie?

Z obserwacją świata, w którym jednak więcej dzieci sprawnych, mówiących?  Z wyjściami do lekarza które są wyprawą okraszoną płaczem, nerwami, krzykiem czy lamentem dziecka? Ze sztywnościami rytuałów swojego dziecka, które wywołują w nim frustracje i napad agresji w stosunku do bliskich lub obcych ludzi?

Z czym się mierzyłaś lub mierzysz?

Twoje dziecko leży i nieporuszone nie rusza się, niezagadane nie odpowiada? Z brakiem poczucia bliskości, przytulenia, inicjatywy ze strony dziecka?  Z tym, że trudniej Ci poznać nowych ludzi? A może to Twoje dziecko ma z tym trudność?

A może tym co mocno Ciebie boli to reakcje znajomych lub rodziny?

Każda z nas jest inna.

Ja nie wiem, co bym zrobiła na twoim miejscu.

Kiedyś wydawało mi się, że wiem, ale życie zweryfikowało moje wyobrażenia.

Nigdy nie byłam tam gdzie Ty.

Nie znam całego Twojego obrazu.

Nie znam całej Twojej historii.

Nie wiem, z jakiego punktu startowałaś w pracy ze swoim dzieckiem. Ze swoją rodziną.

A Ty nie znasz całej mojej historii.

Próbuję wydostać się z tych traumatycznych przeżyć i specjaliści twierdzą, że jeśli przestanę wspominać negatywne zdarzenia, zacznę odzyskiwać energię, zwiększę swoją samoocenę, powrócę do kreatywności i otworzę się na przyszłość.

A życie ni jak się ma do ich najnowszych odkryć.

ZUS, przychodnia, poradnia nr 1, nr 2, lekarz, US, rodzina, znajomi, sąsiedzi, koleżanki, pani ze sklepu obok…każdy pyta, martwi się, szuka odpowiedzi, jest ciekawy. A ja i bez opowiadania innym setki razy dziennie mam wyświetlany przez mój mózg, klatka po klatce, film z majowych dwóch dni.

To u mnie.

A u Ciebie?

Opowiadałaś każdemu?

Rodzinie, ciotkom, rodzeństwu, pediatrze, neurologowi, psychologowi, pedagogowi nr 1, 2, 3, 4, logopedzie nr 1, 2, 3…, terapeucie SI, fizjoterapeucie, rehabilitantowi… o tym co się wydarzyło. Jak to wszystko wyglądało od samego początku. Dlaczego twoje dziecko „tak” wygląda, „tak” się zachowuje, „ takie” dźwięki wydaje, „takie” jest, „to” robi a „tamtego” jeszcze nie robi i jest to związane z „tym lub tamtym”.

Wiem. Byłam jedną osoba z tej kolejki.

 

To jest jak odtwarzanie non stop tego samego filmu i grzebanie się w przeszłości, na którą nie mamy już wpływu.

 

Zastanawiałam się, co zrobić, żeby nie opowiadać wspomnień, których nie chcę przechowywać (to nie oznacza, że mój mózg całkowicie wymazuje wszystko z pamięci – to nie realne) i jednocześnie zadbać o siebie i komfort mojej rodziny.

Postanowiłam spisać najważniejsze informacje na kartce i podaje je osobom, z którymi potrzebuję mieć kontakt nie z własnej woli czy wyboru.

 

„W maju 2018, w wieku 10 miesięcy, po jednodniowej chorobie, zmarł mój zdrowy synek.

Trwają badania, żeby ustalić przyczynę jego śmierci.

Mam jeszcze tylko Helę i boję się o jej życie.

Jestem w procesie terapii po traumie.

Każdorazowe powtarzanie tej historii nie pozwala mi skupić się na obecnym życiu”.

 

W ten sposób chce ominąć to, co mi nie służy z jednoczesnym szacunkiem do drugiego człowieka i jego pracy.

 

Przeszłaś terapię?

Uporządkowałaś przeszłość? Swoje przekonania?

Terapeuci mówią, że przepracowanie żałoby pozwala nie zatrzymać się w niej na lata a wspiera mądre przejście przez ten trudny czas. Dodatkowo szybciej daje przestrzeń do wejścia w etap akceptacji.

 

Żałoba rządzi się swoimi prawami.

Musimy ją przejść.

Ja i Ty.

W swoim tempie.

Rodzice dzieci z niepełnosprawnościami też przechodzą pewnego rodzaju żałobę. Żegnają się niejako z wizją zdrowego dziecka. Wszystko po to żeby dojść do etapu akceptacji dziecka, które zawsze będzie inne.

Idę w tym samym kierunku.

I chociaż bym się zarzekała, że mnie nie dotyczy temat żałoby, że ile czasu można, że wszyscy mi ją tylko wmawiają -to życie pokazuje stan sinusoidy.

A fakty są takie, że stoję nad grobem synka.

A kiedy nie stoję próbuję się pozbyć obrazów z głowy i skupić na chwili, która właśnie trwa.

A Ty?

Pozbyłaś się stresu? Redukujesz go?

Napięcia są jak cegiełki -odkładają się w Tobie i we mnie. W każdej najmniejszej komórce naszego ciała. Bez zredukowania ich trudno będzie pójść do przodu ze zdrowym ciałem i umysłem. A co dopiero wsparcie dziecka w rozwoju.

Na którym etapie żałoby jesteś?

  1. Faza szoku- uświadomienie sobie wagi problemu
  2. Faza kryzysu emocjonalnego
  3. Faza pozornego przystosowania się do sytuacji- próby wykrycia przyczyn
  4. Faza konstruktywnego przystosowania się- szukanie pomocy
  5. Akceptacja wszystkich warunków- świadomość ograniczeń i zmian w życiu.

 

Ja się ślizgam.