Lubię jasne sytuacje, bez niedomówień.
Długo się zbierałam do tej wiadomości.

Wokół nas są obecni rodzice i dzieci z różnych miejsc. Z rożnych placówek, szkół, miast i województw. To co się u nas wydarzyło w ostatnim czasie, z pewnością odbije się na naszej przyszłości.
Jak?

Sami tego jeszcze nie wiemy. Ale chcę, żebyście byli, w miarę możliwości na „bieżąco”. Niewiedza czasami powoduje rysę na zaufaniu a czasami je mocno nadwyręża. My tego nie chcemy.
Doceniamy Wasze zaufanie.

Teo miał z nami jechać na wakacyjne „Kroki ku samodzielności” i tam tak jak inne dzieci świętować swoje urodziny. Pierwsze.
Wyjazdy, które organizujemy zawsze były i są dla nas rodzinnym wydarzeniem.Jak jesteście z nami troszkę dłużej to pewnie widzicie sami jak jest. Taki też klimat staramy się tworzyć na nich. Hela była z nami jak miała 8 miesięcy. Miała swój plan dnia i spotykaliśmy się z grupa jedynie na posiłkach. Mieliśmy to już przećwiczone, więc sprawa była prosta.  Tak miało być i tym razem.

Co słychać u nas?

W poczekalni oiomu część Waszych historii mieliśmy ze sobą. Mówiliśmy nawet do siebie z Danielem „pamiętasz historię Alberta, zobacz dali sobie radę, my też damy, Teo da”, „Marcin też dał sobie radę mimo tego, że ważył niczym pół torebki cukru, zawalczył i dzisiaj żyje”.
Byliśmy pogodzeni wewnętrznie z każdą sytuacją utraty zdrowia.
Przez lata Was poznaliśmy i Wasze sytuacje. Wasze, czasami trudne poporodowe początki też. Brak wiary lekarzy i „szczęśliwe zakończenia” (zdaję sobie sprawę, że dla każdego z nas znaczenie tych słów może być zupełnie inne) po latach ciężkiej pracy i rehabilitacji.

Sama wewnętrznie zgodziłam się na przeszczep wątroby, o którym wspomniał lekarz.
Na dializowanie nerek też.
Całkowicie zaakceptowałam uszkodzenie mózgu, o które było podejrzenie. Mówiłam sobie, „damy radę”. „Jesteśmy silni i wiemy, co robimy, z kim pracujemy i ile wysiłku potrzeba jest włożyć w codzienność”.

Zapewniałam neurologa, że podołamy z mężem wyzwaniu, bo oboje mamy kontakt z różnymi dziećmi. Nic nie było problemem.
Udźwignęlibyśmy chyba wszystko.

[*]

W innej chwili w szpitalu, w tej samej poczekalni oiomu wydawało mi się, że im więcej ludzi dowie się o tym, jaka tragedia się u nas wydarzyło to w jakikolwiek sposób życie naszego Teosia zostanie zwrócone. Jedyne co mi przyszło do głowy wtedy, to krzyczeć światu.

Dzisiaj wiem, że to i tak nic nie zmienia.

Każdy dzień to wyzwanie.

Zrozumienia dla takiej straty też.
Tak. Czas leczy rany a brutalna rzeczywistość płynie dalej. Trudno mi to pojąć jako mamie ale to specyfika tego czasu, w którym jestem teraz.

Daniel nadaje ton.
Postanowił zrealizować każde wydarzenie, które zaplanowaliśmy na czerwiec i wakacje. Ja staram się nie przeszkadzać. Ustalać „plan sukcesu” na jeden dzień. Na pół dnia albo tylko na jego początek.
Jesteśmy pod opieką terapeuty, bo to wszystko, z czym się mierzymy jest ciosem prosto w nasze serca.
Długo czekaliśmy na synka/braciszka (zanim dowiedzieliśmy się o ciąży pół przedszkola już wiedziało, że Hela będzie miała braciszka).
Potrzebujemy żyć dalej.
Jest Hela.

Dzieci uczą nas tak dużo -my od dzieci uczymy się tak dużo.
Jak przyszedł do klasy Marek kończyłam szkolenie, które wiedziałam, że będzie pomocne przy prowadzeniu go w szkole.
Żeby zrozumieć zachowania całej grupy był inny kurs.
Kiedy pojawiła się u nas Hela, rozwinęliśmy się o dodatkowe szkolenia i kompetencje.
Przy Teo wprowadziliśmy w praktykę całą wiedzę i doskonaliliśmy naszą organizację. Wprowadziliśmy mocny nacisk na zgranie naszego rodzinnego zespołu i ustalenie punktów wspólnych. Wartości, którymi chcemy żyć i prowadzić w ich zgodzie dzieci. Wyrzekliśmy się pracy do późnych godzin wieczornych z innymi dziećmi na sali SI, bo te nasze nas potrzebowały do czytania książeczki, do pójścia na spacer, do poleżenia razem na hamaku.

Zmieniliśmy dotychczasowy nasz styl, po to żeby żyć tym czego uczymy i przekazujemy innym.

Całą energię włożyliśmy w spójność naszych działań.

Pełni wdzięczności za 10 miesięcy wspólnego, codziennego bycia razem we czwórkę. Za każdą decyzję, którą podjęliśmy w tym czasie. Za mocne postawienie na rodzinę i jej rozwój, za rezygnacje z pracy dodatkowej żeby być z dziećmi więcej, w lepszej, jakości. Wstrzymaliśmy rozwój firmy, bo chcieliśmy z większą uważnością skupić się na rodzinie i zdrowiu. Na budowaniu w dzieciach dobrych wzorców. Na budowanie w sobie dobrych wzorców, zrelaksowanego, zadbanego rodzica. Wszystko po to by mieć siłę i energię na codzienne bolączki, powtarzającą się rutynę i wyzwania w pracy. Na więcej dobrych słów, pozytywne myślenie i humor.
Na tamten czas dokonywaliśmy wyborów najlepszych dla nas.

Podzieliliśmy się urlopem rodzicielskim, aby każde z nas mogło doświadczyć, czym taki urlop jest.

Ogromna wartość dla związku i dzieci.

DZISIAJ Z PERSPEKTYWY CZASU TO BYŁY DLA NAS TAK NIEWYOBRAŻALNIE ZNACZĄCE TYGODNIE

 

Teraz poza uczuciem pustki w domu i przepracowywaniem tematu żałoby u siebie i Heli szukamy większego sensu tego doświadczenia.
Przed nami jeszcze oczekiwania na wyniki i badania.

KAŻDE WYDARZENIE PRZYGOTOWUJEMY Z OGROMNA STARANNOŚCIĄ

Tak jak zawsze.
Tak jest i tym razem.
Gdybyśmy coś nie dociągnęli, opóźniali się z informacją – wybaczcie. Nie mamy złych intencji.

JESTEŚCIE DLA NAS WAŻNI

Ogromnie dziękuję. Za to, że jesteście. Za każdą wiadomość, słowo, myśl, zrozumienie.